Bolesław Leśmian
Śnież się w duszy mojej śnież,
Piersi, nocą całowana,
Co zachować przez sen chcesz
Usta moje aż do rana!
Znów się, w ciele moim znój,
Miłujących rąk pogłado,
Coś mi dreszcz piększyła mój,
Przodując zadumą bladą!
Trwoń się, ogniu świecy, trwoń
Na tę pościel, na tę lnianą ,
Gdzieś rozwidnił białą skroń,
U nóg moich zapodzianą!
Po ciemku, po ciemku łkasz
Bezradność twych łez rozumiem
Schorzałą śmiertelnie twarz
Radośnie całować umiem
Do końca nie zabraknie mąk
Do końca nie zabraknie nocy
Zmarniałych, zmarniałych rąk,
Potrafię pożądać w nocy.
Oględnie z rozkoszy mdlej
Tą piersią co z trudem dyszy
Do śmierci, do śmierci twej
Wraz z tobą nawykam w ciszy.
